Acc. number: 2119

Information and memory

Mój mąż, Andrzej, zwany przeze mnie pieszczotliwie Ądraszkiem, pozostał moją jedyną miłością. Miałam w życiu innych mężczyzn, ale spotkanie z AKW było przysłowiowym strzałem Amora i całkiem je zmieniło. Łączyła nas nie tylko miłość i przyjaźń, wykonywaliśmy ten sam zawód, mieliśmy dwoje dzieci i ich problemy, a sami - podobne poglądy na sytuację w kraju i na system wartości, któremu trzeba być wiernym. Byliśmy dla siebie najbliższymi przyjaciółmi. Kiedy musieliśmy się rozstawać, głównie na czas podróży służbowych, a telefony nie były tak powszechne i dostępne jak dzisiaj, pisaliśmy do siebie codziennie listy. Nie zniknęły, jak wymazuje się wpisy z Internetu czy telefonu, może zostaną pamiątką historyczną dla następnych pokoleń. - Był jednym z najwybitniejszych dziennikarzy w historii „Polityki” i chyba najlepszym człowiekiem jaki tu pracował – pisał Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tego tygodnika po śmierci mojego męża – Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego. W styczniu 2012 -go roku. - Z przekonań i z temperamentu był pozytywistą, ciągle coś naprawiał – od ustroju po rowery. Jeździł po Polsce, sprawdzał jak działa system, w którym żyliśmy, wracał często przygnębiony, ale zawsze pełen pomysłów – wspomina Daniel Passent Jego bliski przyjaciel. Zawsze myślałam, że jest najsilniejszym z ludzi, a powaliła Go przedwcześnie choroba, z którą lekarze sobie nie radzą. Ostatnie lata naszego wspólnego życia to było zmaganie się z okropnościami choroby Parkinsona. Ponad pół wieku szczęśliwie przeżywanych a po nich lata pustki, które trzeba czymś wypełniać. Bo przecież wspomnienia, choćby najlepsze, nie wypełnią czasu jaki został po stracie najdroższej sobie osoby. Agnieszka Wróblewska

Gallery

Memories and candles

There is still no memory of the deceased.